Poglądy na pochodzenie człowieka cz. 5

Nic to wszakże nie szkodzi. Bo tysiące ich i tysiące jeszcze; pozostają, a to powolnie i w dojrzałym już stanie niesiono są ku brzegom, gdzie powłokę swoją rozrywają, z niej wyłaniają się robaki, dobywają się ze swych skorup ślimaki i mięczaki, a jeżeli zjadamy surowe ostrygi, czemuż byśmy zjadać nie mieli i ludzi, z morza wyrzuconych?

W czasie jego przypływu dziecię ocalonym być może, dostawszy się na ląd wyższy, suchy, gdzie rośliny w obfitości znajduje, choćby one tylko grzybami były. Nie brak mu więc pożywienia i środków ocalenia, a nawet i na rozrywce mu nie zbywa, bo wraz z niem morze wyrzuciło niezawodnie na brzeg niezliczoną innych rzeczy mnogość. Czemuż by dziecię podobno pewnych dźwięków wydawać nie miało, jednych w cierpieniu, innych w radości, tych kiedy przyjemnie, owych kiedy nieprzyjemnie dotkniętym zostanie, takich w żarcie a odmiennych w sprzeczce? Któż o tym wątpić na chwilę może? Mowa z człowieka wytwarza się więc tak samo, jak człowiek z morza. Nie ulega tedy wątpliwości, że dzieci pochodzą z morza i zewnątrz niego ostać się mogą. Ale w jaki sposób do niego się dostają?

 

One Response to “Poglądy na pochodzenie człowieka cz. 5”
  1. Reklama says: